eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

eGospodarka.plPrawoGrupypl.soc.prawoW ogóle nie widać...Re: W ogóle nie widać...
  • Data: 2025-07-27 12:06:38
    Temat: Re: W ogóle nie widać...
    Od: Robert Tomasik <r...@g...pl> szukaj wiadomości tego autora
    [ pokaż wszystkie nagłówki ]

    W dniu 27.07.2025 o 05:31, Marcin Debowski pisze:
    > On 2025-07-26, Robert Tomasik <r...@g...pl> wrote:
    >> Policja nie opiera się na rachunku prawdopodobieństwa, tylko na
    >> faktach.
    >
    > Tak dla porządku, wszystko opiera się na prawdopodobieństwu. Nie ma
    > czegoś takiego jak absolutny fakt z P=1, więc jest to jednak zawsze
    > kwestia oszacowania tego prawdopodbieństwa.

    Nie. Nie w prawie. Tu to działa inaczej. Albo uznajemy coś za fakt
    udowodniony i na tym się opieramy, albo nie i nie ma tego faktu. Tak.
    Wiem, że w praktyce może być różnie. Ale nie możesz skierować aktu
    oskarżenia opierając się na stwierdzeniu, że oskarżony dokonał czynu z
    prawdopodobieństwem 99,(9)%, bo go sąd uniewinni. Przynajmniej powinien.
    >
    > Jak przy omawianym zajściu mamy Tunezyjczyka, który dostał kratą
    > wody, gdzie wiemy, że tego dnia odbywały się w okolicach marsze
    > podburzające przeciwko imigrantom, to z takiego szacunku wnika, że
    > raczej należay się spodziewać ataku na niego, niż odwrotnie.
    > Oczywiście i to drugie może się zdarzyć i mogło się zdarzyć, ale
    > sugerowanie tego np. jako roboczej hipotezy (przy braku innych
    > danych) nie do końca wydaje się uzadnione.

    Nie ja go mam sądzić. Tylko na podstawie tego, ze w okolicy były marsze
    przeciwko nielegalnym imigrantom nie wynika, że każdy pobity imigrant
    został pobity z pobudek antyimigranckich. My mamy niewielu imigrantów.
    Coraz częściej się ich widuje, bo jeszcze ze 2~3 lata temu, to
    wszystkich ciemnoskórych znaliśmy i każdy inny wywoływał "sensacje". Ale
    mamy ustawiczny problem z Romami. I jak Romowie bandą wpadają na osiedle
    i leją Polaka, to jest to naruszenie nietykalności cielesnej i jak nie
    ma obrażeń, to ofiara może sobie iść z prywatnym aktem oskarżenia. Ale
    jakby w odwecie kilku Polaków pobiegło do nich i tam kogoś obili, to
    będzie "afera". Tego za mądre też nie uważam.

    Jak Roma łapią na kradzieży, albo jeździe bez biletu, to wielu z nich
    uderza właśnie w ten argument, że czepiono się ich, bo są Romami. Oni
    przecież nic złego nei robią. Głodni byli. Nie mieli pieniędzy na bilet.
    >
    >> Ja raczej staram się tutejszym czytelnikom zwracać uwagę na te
    >> aspekty, które tu są pomijane. Że mogło być inaczej. Że
    >> dziennikarze podkręcają informacje, by były bardziej dramatyczne,
    >> a pomijają niejednokrotnie krytycznie istotne aspekty, tylko
    >> dlatego, że po prostu nie pasują do ich koncepcji. I tak to staraj
    >> się odbierać.
    > Masz rację, że mogło być inaczej, ale przekaz który serwujesz jest
    > dość uniwersalnie odbierany przez większość (ośmielę się uogólnić),
    > jako obrona bandytów. To jest Robert fakt, i jeśli chcesz
    > rzeczywiście pokazać również inne możliwe scenariusze to jednak
    > trzeba to zrobić trochę inaczej. A czasami się tego nie da zrobić
    > bo, tak jak w tym przypadku, jednak nie ma danych. Ani jedna ani
    > druga strona dyskusji ich nie ma, przy czym w oparciu o informacje
    > prasowe, są jakieś przesłanki, że mógł to być atak rasistowski. Nie
    > ma natomisat żadnych przesłenek, że to Tunezyjczyk zaatakował
    > prawowitych obywateli, więc przy narracji, którą tu prowadzisz
    > zbierasz cięgi i wychodzisz na obrońcę bandziorów.

    Czyli sprowadza się to do tego, że mam nie pisać mądrze, by idiotów nie
    urazić? Ja nie bronie nikomu napisać mądrych argumentów wykluczających
    moje przypuszczenia.
    >
    > Podobnie, Piotr wyciąga Ci regularnie ruskich bandytów strzelających
    > z czołgu do rowerzysty. Myślę, że każdy rozumie, że jak się jest
    > bandytą czy nawet tylko żółnierzem w czołgu i porusza się po
    > napadniętym kraju, to się zesrywa i każdy jest wrogiem a
    > przynajmniej może być wrogiem, więc i ten rowerzysta. Ale czy to w
    > jakimkolwiek sposób usprawiedliwia strzelanie do tego rowerzysty?
    > Powinni się tym czołgiem poruszać po spalonej ziemi mordując w
    > zasięgu strzału wszystkich, kobiety, dzieci, bez znaczenia? Każde z
    > nich może być przecież potencjalnym zabójcą, który uraczy ich takim
    > czy innym granatnikiem. Nie można w ten sposób usprawiedliwiać.
    > Można zrozumieć, ale nie usprawiedliwić.

    Ale takie jest prawo wojny. Szpiegów ujętych na gorącym uczynku bez
    munduru rozstrzeliwano - zawsze. Jak to był oddział rozpoznawczy w
    mundurach, to teoretycznie chroni ich prawo wojny. Nawet tu wskazywałem
    podstawy prawne. Czy z tego powodu, że Piotr nie potrafi ogarnąć
    oczywistych rzeczy mam mu przyznać rację, by nie poczuł się głupio? Ten
    strzelec nie dopuścił się żadnej zbrodni wojennej. Czy powinien wjeżdżać
    do sąsiadów czołgiem, to nie jego żołnierska sprawa. Rosjanie mają swoje
    powody do tego najazdu i choć je oceniamy je negatywnie, to z ich punktu
    widzenia może to wyglądać legalnie.

    Prawo wojny, a w szczególności Konwencje haskie z 1907 roku oraz
    Konwencje genewskie, przewidują szczególny status dla osób działających
    jako szpiedzy. Zgodnie z art. 29 Regulaminu haskiego dotyczącego praw i
    zwyczajów wojny lądowej, szpiegiem jest osoba działająca potajemnie lub
    pod fałszywymi pozorami, w strefie działań wojennych, w celu uzyskania
    informacji o nieprzyjacielu i przekazania ich drugiej stronie. Szpieg
    nie korzysta z ochrony przewidzianej dla kombatantów, ponieważ nie nosi
    stałego i widocznego znaku rozpoznawczego, jakim jest mundur, i nie
    prowadzi działań zbrojnych w sposób jawny. To, co proponujesz, to
    ściganie wszystkich żołnierzy biorących udział w jakimś konflikcie za
    zabójstwo, albo usiłowanie, bo strzelali w stronę wroga. Sprawa bardzo
    dyskusyjna.

    W świetle prawa wojny szpieg złapany na gorącym uczynku nie korzysta z
    immunitetu jeńca wojennego, a państwo-strona konfliktu ma prawo uznać go
    za bezpośrednie zagrożenie militarne i może zastosować wobec niego
    środki ostateczne, w tym użycie broni, jeżeli jest to konieczne dla
    ochrony własnych sił i pozycji. Wynika to również z art. 23 lit. b
    Regulaminu haskiego, który dopuszcza eliminację osób podejmujących
    działania zdradzieckie lub podstępne. Szpieg pozbawiony statusu
    kombatanta traktowany jest jak nielegalny uczestnik działań zbrojnych, a
    jego działalność jest równoznaczna z bezpośrednim udziałem w konflikcie
    po stronie wroga, co zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym czyni
    go celem wojskowym.

    Zrozum, że wobec tego, iż te zdjęcia były przez niektórych przekazywane
    wprost do "sztabu", nikt nie będzie ryzykował. To dyskusja na poziomie
    takim, czy miał prawo strzelać do faceta z imitacją granatnika. Może
    powinien poczekać, jak wystrzeli, bo to może być prezent dla Komendanta
    z głośnikami. Jeśli ktoś jest takim idiotą, że idzie z przedmiotem
    przypominającym broń na żołnierzy w strefie walk, to niestety, ale tych
    żołnierzy winić za jego głupotę nie można.

    W trakcie konfliktu na Ukrainie telefon stał się bronią. W mojej ocenie
    błędem było zbudowanie systemu, którym prze Internet każdy obywatel mógł
    wskazać cel do ostrzelania wysyłając zdjęcie z koordynatami GPS. Zrobili
    z wszystkich fotografów automatycznie szpiegów w obliczu prawa wojny.
    Tam w podobnych okolicznościach zginęła masa ludzi. Rosjanie strzelali
    do każdego ich fotografującego. Nie zawsze zauważyli fotografa. Nie
    zawsze trafili. Pewnie masa z tych ludzi robiła fotki na pamiątkę.
    Ukraińcy, chcąc być fair powinni w tym serwisie umieścić czytelny
    komunikat, by fotograf zdawał sobie sprawę ze swojego statusu i tu widzę
    problem.

    To zastanówmy się, czy żołnierz może strzelać do cywila na rowerze
    mającego w ręce laserowy wskaźnik do naprowadzania pocisku rakietowego i
    "podświetlającego" jego czołg? Tak bez podtekstu. Teza do
    przedyskutowania. Nie ważne, żołnierz której ze stron wojujących.

    Ta wojna rządzi się nowymi prawami. Jak dziennikarze pisali o szturmie
    na Kijów, to ja wchodziłem na GoogleMaps i patrzyłem, gdzie są korki i
    zamknięcia ulic. Potem nad Ukrainą wyłączono informacje o korkach. Jak
    Prigożyn robił rajd ma Moskwę te też śledziłem jego ruchy na Google Maps
    i w takim serwisie z podglądem na publicznie dostępne kamery. Potem się
    niektórzy tu dziwili, że żołnierze izraelscy ostrzeliwali kamery CCTV w
    Strefie Gazy. Ja to tak robiłem, bo zdziwiło mnie, że Rosjanie szturmują
    Kijów, a w sieci jest filmik z rajdu BWPem i to już w sieci krążący od
    dawna (jakiś pijany żołdak sobie rajd urządził) oraz jeden i ten sam
    blok trafiony rakietą.

    I nie przyznam Piotrowi racji tylko dla "świętego spokoju", bo by ta
    grupa straciła sens logiczny dla mnie. Jeśli poda argumenty, że nie mam
    racji i uznam, iż on ma rację, to mu przyznam rację. Ja naprawdę nie
    muszę mieć racji. Ba, nawet wiele razy podkreślam, że może być masa
    rzeczy, o których nie mamy pojęcia. Ale jego pojękiwania o powrocie do
    zdrowia czy inne podobne nie są żadnymi argumentami. Jakiś czas temu
    przestałem odpisywać niektórym lokalnym uznanym przeze mnie za
    "oszołomów" użytkownikom, aż do czasu gdy w naturze pokrzywdzony jako
    argumentu nie podał, że wyczytał na USENET, że - i tu był wytwór
    lokalnego idioty, którego nikt nie skomentował. No przecież tylu mądrych
    tam pisze, a nikt nie zaprotestował. Musiałem człowiekowi tłumaczyć, że
    tego kretyna wszyscy wsadzili w KF i żeby zauważył, że nie tylko nikt
    nie zakwestionował, ale również nie potwierdził - p prostu większość
    ludzi go nie czyta.

    Wówczas zrozumiałem, ze USENET, zwłaszcza w tym czasie, jak Google
    wyświetlało nasze artykuły, był przez ludzi niektórych postrzegany jako
    źródło wiedzy. To coś, jak obecnie WiKi. Czasem ktoś tam coś niezbyt
    mądrze napisze. Sprostować tego nie możesz, bo poprawki zatwierdza
    podobny tamtemu oszołom. Pewnie są procedury odwoławcze, ale naprawdę
    nie każdemu się chce przepychać się z idiotami. Natomiast uprzedzę, ze
    nie wiem, jak to powinno zostać zrobione, bo ktoś jednak kontrolę nad
    głupotą mieć musi.
    >
    >> Ad rem, atak na murzyna podyktowany jego innym kolorem skóry jest
    >> bulwersujący i nie znajduje uzasadnienia. Tylko chciałbym się
    >> dowiedzieć, czy faktycznie zaatakowali go z powodu innego koloru
    >> skóry, czy z innego powodu, a jedynie rasizm uznano za bardziej
    >> chwytny medialnie. Potem gości się uniewinni i nikt o tym nie
    >> napisze. No ale skoro biały zaatakował murzyna, to czy wykluczysz
    >> rasizm?
    > Na tym etapie pewnie się nie dowiemy.

    Ja nie mam dostępu do materiałów, a jakbym, miał, to bym słowem nie
    napisał publicznie na ten temat. Ale przecież nie czytam wszystkich
    źródeł. Stawiam pytanie, bo może ktoś gdzieś natrafi na jakąś
    informację, z czego to zdarzenie wynikło. >
    >> A czym jest podyktowana moja wątpliwość. Są w prasie opisywane
    >> różnej maści ustawki. Przypominasz sobie, by kibice okładali się
    >> zgrzewkami? Albo różnej maści uczestnicy "spontanicznych
    >> zgromadzeń"? Nie? Czemu? Bo to niepraktyczne. Nawet, jakbym miał w
    >> ręku zgrzewkę i postanowił kogoś uderzyć, to bym, ją odłożył.
    >> Walenie blisko 10 kilogramowym przedmiotem jest niepraktyczne. Ale
    >> tego Ty nie potrafisz dostrzec. Osobiście podejrzewam, że
    > Sądzę, że po prostu te zgrzewki (o ile faktycznie wykorzystano) były
    > pod ręką. Własnie odbyłą się dostawa i jeszcze leżały przed lokalem.
    > Ktoś przenosił z magazynu na salę/do kuchni. Jest trochę możliwości.
    > Nie jest to w przypadku lokalu gastronomicznego takie niemożliwe.
    >
    W mediach akurat piszą, że sprawca szedł z pobliskiego sklepu
    spożywczego, ale to nie znaczy, że nie ukradł tej zgrzewki z baru. Może
    i zgrzewkę pod lokalem znalazł. To akurat okoliczność poboczna. Dla mnie
    świadczy o przypadkowości wyboru i o to mi chodzi, a nie to, skąd się ta
    zgrzewka w jego rękach znalazła. Bo jak ukradł to z baru, to jeszcze
    będzie miał zarzut kradzieży. Nie słyszałem, by o tym pisano. Kupioną w
    spożywczaku też nie powinien nikogo po głowie "walić". Może - jeśli tam
    były marsze - wzięli zgrzewka na marsz, bo było ciepło i im została.

    Mnie bardziej chodzi o to, czy to było przypadkowe spotkanie, czy po
    Trójmieście biegają już grupy tłukące jak leci ciemnoskórych. Bo to
    byłby problem. Ale zgrzewka wody świadczy raczej o przypadkowym
    charakterze zdarzenia, bo widziałem - jak już pisałem - wiele akcji z
    grupami biegającymi za kimś, ale nie przypominam sobie, by celowo
    wybierali jako narzędzie zgrzewki napojów.
    --
    (~) Robert Tomasik

Podziel się

Poleć ten post znajomemu poleć

Wydrukuj ten post drukuj


Następne wpisy z tego wątku

Najnowsze wątki z tej grupy


Najnowsze wątki

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1