eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

eGospodarka.plPrawoGrupypl.soc.prawoBlokada RT.com WRÓCIŁA? [DNS]Re: Ukraina: Krym v. Donieck
  • Data: 2025-11-30 13:38:59
    Temat: Re: Ukraina: Krym v. Donieck
    Od: Robert Tomasik <r...@g...pl> szukaj wiadomości tego autora
    [ pokaż wszystkie nagłówki ]

    W dniu 30.11.2025 o 01:02, A. Filip pisze:

    Pozwolę sobie dyskusje przenieść na militaria. Chyba za bardzo
    odeszliśmy tu od prawa. Ten post wyślę jako kopię jeszcze na prawo, by
    ewentualnie zainteresowani mogli się przenieść.

    > Krym był od dawna Republiką Autonomiczną i to "przerzuconą" z
    > Federacji Rosyjskiej do Ukrainy dopiero w 1953. "Wyjęcie" Krymu
    > precedensowo było bardzo podobne do myków z Jugosławii a szczególne
    > myku wyrwania przez NATO Kosowa ze szponów niepodległości Serbii.

    Tylko Krym jest obecnie na tyle uzależniony od Ukrainy, że sam nie za
    bardzo może funkcjonować i tu jest problem. Woda, rzecz ważna. Po II WS
    podobny problem mieliśmy ze Świnoujściem, gdzie studnie były na terenie
    Niemiec. Ja to kiedyś liczyłem, jeszcze przed atakiem Rosji na Ukrainę i
    zwracałem uwagę, że zasadniczo nie ma technicznego sposobu dostarczenia
    wody na Krym inaczej, niż kanałem od północy. Można jeszcze próbować
    odsalania, ale to drogi sposób. Pisałem, że Rosja na rozwiązanie
    problemu ma czas do 2024 roku. Z satelity było widać, że wody w
    zbiornikach zapasowych po prostu ubywa. Wszyscy zdawali sobie z tego
    sprawę, że to będzie problem. Jak wjechali do Ukrainy, to ja nie tyle
    bałem się o Kijów, bo uważałem, że to uderzenie pozorowane, a czekałem,
    kiedy zameldują się na brzegu Dniepru.

    Osobiście uważam, że najlepiej by było, jakby się tam jakoś dogadali.
    Bez tego zginęła bezsensownie masa ludzi. Natomiast po prostu zauważam,
    że Rosjanie problemu nie ogarnęli przejmując Krym. Wydawało im się, ze
    mostem rozwiążą problem. Albo było to zająć aż po zaporę z kanałem albo
    nie zajmować w ogóle - jeśli się nie dało i tyle. Ukraińcy (pod flagą
    Rosjan chyba) samą zaporę wysadzili i teraz jest bardzo poważny problem.
    To trochę zaczyna przypominać taktykę zdobywania twierdz w
    średniowieczu. Odcinamy ich od wody i czekamy, aż sami dojdą do wniosku,
    że trzeba się poddać.

    > Ługańsk i Donieck to znacząco co innego formalno-prawnie IMHO.
    > "Rozkręcanie" się Putinistanu dopiero po aneksji Krymu ma polityczny
    > sens jako strategia redukowania wystawiania się na ryzyka w polityce
    > międzynarodowej. Taka strategia "krok, sprawdzenie reakcji i
    > decydowanie o następnym kroku".

    Co innego, bo to terytoria w zasadzie zawsze ukraińskie, tyle, że
    zamieszkałe w dużej części przez Rosjan. W necie są dostępne dane ze
    spisu powszechnego. Niby Rosjanie tam w mniejszości, ale język rosyjski
    deklarowała trzy czwarte. To mi raczej przypomina zdobycie terenów
    Teksasu przez USA na szkodę Meksyku. Najpierw wysłali w to pustkowie
    amerykańskich osadników, a potem osadnicy zaprosili Amerykę.

    Za czasów ZSRR nikt nie brał pod uwagę secesji i rozpadu. ZSRR
    inwestowało na terenach pozostających pod ich kontrolą tak, jakby to był
    jeden kraj. Z tego co wiem z rozmów - bo nie badałem jakoś szczególnie
    tego tematu - jak ZSRR się rozpadał, to właśnie w odniesieniu do Ukrainy
    były największe wątpliwości, czy czasem niektórych terenów jednak do
    Rosji nie włączyć. Ale wówczas wszystkie republiki występujące z ZSRR
    zaczęły podnosić różne roszczenia. W końcu uznano, że jakiekolwiek
    kombinowanie doprowadzi do konfliktu i generalnie podzielono to po
    administracyjnych granicach republik.

    Teraz jeszcze pozostaje kwestia wiarygodności wszelkiej masy spisów. Po
    rozpadzie ZSRR mieszkający w odłączonych republikach Rosjanie generalnie
    mieli pod górkę - mniej lub bardziej. Pytanie, ile osób faktycznie
    czujących się Rosjanami w spisach deklarowało lokalne obywatelstwo nie
    za bardzo ufając tajemnicy statystycznej. Bo tych faktycznych Rosjan
    może być więcej, niż pokazują spisy.

    No i na terenach odłączonych od Rosji pozostały znaczące mniejszości
    Rosjan. Na Ukrainie wykorzystano ich do próby oderwania części tych
    terytoriów od Ukrainy (podobnie jak przy Teksasie). Tylko to spowodowało
    "panikę" w niektórych krajach o podobnej konfiguracji i dostrzeżenie
    problemu. Kraje te zaczęły pozbywać się mieszkających na ich terenach
    Rosjan. W takiej Estonii, która w ogóle ma tylu obywateli, co nasza
    Warszawa, to obcokrajowców (głównie Rosjan) oficjalnie jest mniej więcej
    jedna trzecia. To już problem. Podobny problem ma Łotwa. W o wiele
    mniejszym stopniu Litwa.

    Tylko ci Rosjanie mieszkający na tych terenach nie za bardzo są
    czemukolwiek winni i zostali w sumie wmanewrowani w ten konflikt.
    Przyjazd Rosjan miał miejsce w połowie XX wieku, gdy kraje te były
    uprzemysłowiane i sprowadzano kadrę i robotników z Rosji. Z Rosji, bo
    miała wielu obywateli. Po prostu malutkie kraje powłączane do ZSRR siłą
    nie za bardzo miały konieczną ilość robotników. Sądzę, że obecnie
    mieszkający Rosjanie w przeważającej części urodzili się na terytorium
    tych krajów. Tylko ich duży odsetek oraz to, że pomimo tych 80 lat nie
    zasymilowali się z lokalnym narodem (nadal używają rosyjskiego języka)
    powoduje zagrożenie.

    Wcześniej to zagrożenie było, ale nie było silnego parcia na jego
    rozwiązanie. Teraz z jednej strony po inwazji na Ukrainę możliwe
    problemy się unaoczniły, a z drugiej strony kraje te chcą wykorzystać
    uwikłanie się Rosji na Ukrainie do pozbycia się problemu. To uboczny i
    chyba nieprzewidziany przez Putina skutek ataku na Ukrainy i porażki
    tego planu. To miało trwać 3 dni. Celem była podmiana rządu Ukrainy, a
    nie zdobywanie dom po domu wschodu Ukrainy. Rosja tę wojnę przegrała.
    Podobna sytuacja, jak z Afganistanem, który pozwolił Polsce i reszcie
    krajów oderwać się od Rosji.

    Rosja nie chce się do tego przyznać, ale porażka w sensie strategicznym
    jest widoczna gołym okiem. To, czy oni dwa domy dalej, czy bliżej są, to
    ma wymiar taktyczny, ale nie strategiczny. Nie mogą korzystać z bazy w
    Sewastopolu, a dziś rano widziałem jakąś (nie wiem na ile prawdziwą)
    relację, że podobno wczoraj Ukraina rozwaliła im obronę przeciwlotniczą
    wokół Noworosyjska. Na ile to prawdziwe relacje, to inna sprawa, ale
    Rosja nie za bardzo ma gdzie się cofnąć.

    Na wschód od Noworosyjska, wzdłuż rosyjskiego wybrzeża Morza Czarnego,
    są co prawda inne porty: Tuapse, Soczi, Gelendżyk i mniejsze przystanie.
    To jednak przede wszystkim porty handlowe i turystyczne, z ograniczoną
    infrastrukturą typowo wojskowo-stoczniową (duże doki, magazyny amunicji,
    warsztaty remontowe, ochrona przeciwdywersyjna itp.). Utrzymanie tam
    całej Floty Czarnomorskiej byłoby logistycznie trudne, wymagałoby lat
    inwestycji i i tak dawałoby dużo gorsze warunki niż w Noworosyjsku.

    Teoretycznie można jeszcze ,,uciekać" na Morze Azowskie (Taganrog, Rostów
    nad Donem, Temriuk, Jejsk), ale to akwen bardzo płytki, z portami
    przystosowanymi do małych jednostek i statków o niewielkim zanurzeniu.
    Dla dużych okrętów wojennych, zwłaszcza fregat czy dużych desantowców,
    to jest co najwyżej miejsce czasowego ukrycia części sił, a nie
    pełnoprawna główna baza. No i wystarczy przypilnować cieśninę, a nie
    wyjdą na Morze Czarne.

    To zresztą problem Rosji, nie nasz. Natomiast zwracam uwagę na to, że
    Ukraina dokonała tego w zasadzie bez floty. Uważam, że na Bałtyku
    sytuacja jest podobna i należałoby przeanalizować konflikt na Morzu
    Czarnym i przemyśleć, na ile są nam potrzebne jakieś okręty wojenne, a
    na ile poszedł bym w stronę dronów i małych jednostek. Tzn. nie
    twierdzę, ze okręty są zbędne. Tylko jak długo przy pełnospektaklowym
    konflikcie zdołamy utrzymać na wodzie nasze dwie fregaty rakietowe.
    Zwłaszcza, że one mają trochę archaiczne uzbrojenie. Zamiast bronić
    wybrzeża, raczej trzeba bedzie ich bronić :-)

    Duże jednostki wymagają dużego portu. W wypadku konfliktu z Rosją ciężko
    nam bedzie bronić Gdyni. Trzeba by okręty do Świnoujścia przebazować. A
    małe? Mieliśmy chyba dywizjon kutrów torpedowych w Kołobrzegu -
    przykładowo. Hel, jako baza wypadowa dla dronów przeciwko Rosji chyba
    też jest niezły. Ale takich małych portów mamy więcej. Można by
    pokombinować z jakimiś mobilnymi platformami do wodowania dronów
    morskich i wówczas wykorzystywać wiele różnych przystani rybackich.
    --
    (~) Robert Tomasik

Podziel się

Poleć ten post znajomemu poleć

Wydrukuj ten post drukuj


Następne wpisy z tego wątku

Najnowsze wątki z tej grupy


Najnowsze wątki

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1