eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

eGospodarka.plPrawoGrupypl.soc.prawoMigracje i przestępczośćRe: Migracje i przestępczość
  • Data: 2025-05-31 20:03:36
    Temat: Re: Migracje i przestępczość
    Od: Kviat <k...@n...dla.spamu.pl> szukaj wiadomości tego autora
    [ pokaż wszystkie nagłówki ]

    W dniu 31.05.2025 o 02:36, Marcin Debowski pisze:
    > On 2025-05-30, Kviat wrote:

    >>> Ale to Ty bez przerwy przyjmujesz założenie, że będzie to na zasadzie
    >>> januszerki. Gdzie widzisz tę januszerkę w tym co zaproponowałem?
    >>
    >> Bo to jest słuszne założenie.
    >> W końcu nie po to ściąga się _tanią_ siłę roboczą żeby zapewniać im
    >> warunki pracy jak normalnym pracownikom. Inaczej ściąganie _taniej_ siły
    >> roboczej nie maiłoby sensu.
    >> Przecież gdyby traktować ich jak normalnych pracowników, to powinno być
    >> ich stać na kupno/wynajem własnego mieszkania, jak normalnego
    >> pracownika, a nie wegetowanie na "osiedlach" pracowniczych w kontenerach
    >> po kilku w jednym i jadanie na wspólnej stołówce.
    >> Może oczywiście być tak, że na lokalnym rynku pracy po prostu nie ma
    >> pracowników, pomimo oferowania odpowiednio dużej i godnej stawki za
    >> pracę, ale z tego nijak nie wynika, że ci importowani muszą spać w
    >> zbiorowych kontenerach, bo nie zasługują na tę godną stawkę, za taką
    >> samą pracę przecież.
    >> Bo wygląda to tak, że na lokalnym rynku są pracownicy, tylko stawka jest
    >> gówniana i za tyle pracować nie chcą.
    >
    > Na początku przypomnę, że dyskusja dotyczy wyłącznie migracji
    > ekonomicznej. W przypadku humanitarnej, taki system nie miałby w ogóle
    > zastosowania. Teraz jeszcze jest kwestia co każdy z nas uważa za
    > migrację ekonomiczną. Dla mnie, to taka, która wiąże się z poszukiwaniem
    > lepszych warunków bytowych, gdzie w kraju źródłowym migrantom nie grozi
    > żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia, życia, a
    > jednoczesnie są to osby zdolne do podjęcia pracy.

    To tylko kwestia skali.
    Jak ktoś przeprowadza się z miasta do miasta za pracą, to też jest
    migracja ekonomiczna.
    Dlaczego ilość kilometrów miałoby być kryterium podziału na lepszych
    (lepiej opłacanych, na lepszych warunkach) i gorszych (gorzej
    opłacanych, na gorszych warunkach) pracowników?


    > Podstawowa obserwacja jest tutaj taka, że nie da się ich wszystkich
    > przyjąć i zapewnić warunki na zasadach równych obywatelem. Jest z tym
    > kupa problemów co widać obecnie. Ten system nie działa, a nie działa z
    > kilku powodów:
    >
    > 1) Nikt ich nie chce na normalnych warunkach zatrudniać. Temat na osobną
    > dyskusję dlaczego, ale jest to fakt.

    Bo może.

    > 2) Część faktycznie przyjechała po socjal. Nawet jeśli to mała część to
    > kreuje wizerunek i percepcję jaką np, przedstawia tu Szrek, dokładając
    > się do p.1.

    Ale to nie jest argument.
    Bo część ludzi biorących socjal znikąd nie przyjechała. Już tu są.
    Ludź to ludź, dla mnie nie ma różnicy - skoro już społeczeństwo umówiło
    się na wsparcie socjalne - czy ludź biorący socjal urodził się 5 km ode
    mnie, czy 10000 km ode mnie. Albo czy przyjechał z Torunia do Wrocławia,
    czy z Nairobi do Wałbrzycha.
    Skoro wypierdalać za życie na socjalu za granicę, to wypierdalać za
    życie na socjalu, a nie za to, że jest beżowy, a drugi nie jest.
    Jak równe traktowanie, to równe.
    Bo inaczej wychodzi na to, że twierdząc, że wywalasz za branie socjalu,
    to tak na prawdę wywalasz za beżowość, albo za liczbę kilometrów.
    Uczciwiej byłoby powiedzieć, że wywalasz za kolor skóry, albo za ilość
    kilometrów, albo za posługiwanie się nie tym językiem co trzeba.
    Albo za życie na socjalu _ORAZ_ za kolor skóry, czy tam liczbę kilometrów.
    Więc nikt takiego łączonego kryterium nie ustali, bo od razu by wyszło,
    że mu nie chodzi o życie na socjalu.

    Dla jasności, nie odnosiłem się do słuszności, bądź nie, wypłacania
    socjalu, czy jego wysokości - to osobny temat, chciałem pokazać
    nietrafność argumentu.
    Czuję taki sam emocjonalny związek z przypadkowym kolesiem z Nairobi,
    który przyjechał do Płocka, jak z przypadkowym Januszem z Płocka żyjącym
    z socjalu w Szczecinie. Czyli nie czuję.

    > 3) Jest w społeczeństwie kupa osób, którym nie będzie się podobało, że
    > są oni na warunkach równych obywatelom.

    Oczywiście.
    Bo jest kupa osób, które nadal uważa, że człowiek obywatel, to lepsza
    kategoria człowieka.
    Przecież wszelkie nacjonalizmy, rasizm (bo po co komuś podział ludzi na
    kolor skóry?) itp. na tym się opierają - na podziale ludzi na lepszych i
    gorszych. Na "my" i "oni".

    > Bo oni im nic nie są dłużni

    Ja też nie jestem nic dłużny Januszowi żyjącemu z socjalu w Koninie.
    Nie widzę różnicy.

    > to dlaczego mają płacić za ich naukę,

    A dlaczego mam płacić za naukę dzieci Janusza?
    Przecież to nie wina dzieci, że tatuś jest Januszem żyjącym z socjalu.
    Więc traktuję to jako inwestycję, a nie koszt.
    A jak Janusz zapragnie zmienić coś w swoim i życiu i się czegoś nauczyć,
    to też fajnie - inwestycja.
    A czy ma na imię Janusz, Oleh, czy Khaled... to tylko imię.

    > asymilację,

    A dlaczego mam płacić za "asymilację" np. alkoholika, albo za te
    wszystkie programy "mieszkanie na start" (czy jak to się tam nazywa) dla
    osób bezdomnych? itp.
    Dokładnie z tego samego powodu - bo to się społeczeństwu na dłuższą metę
    opłaca. Czasem się uda takich ludzi "przywrócić" do społeczeństwa, a
    czasem nie, ale że z powodu, że czasem się nie udaje (a nawet często)
    nikt (nikt normalny) nie ma wątpliwości, że trzeba próbować.

    > pogorszenie bezpieczeństwa,

    Albo polepszenie jako wynik takich inwestycji.

    > które mniej lub bardziej subiektywnie ale odczuwają.

    Jasne. Subiektywnie.
    Problem w tym, że moje subiektywne poczucie bezpieczeństwa jest równie
    zaburzone przez typa urządzającego ustawki w lesie, czy
    https://wiadomosci.onet.pl/wroclaw/29-latek-z-dolneg
    o-slaska-brutalnie-wykorzystal-3-latke-grozi-mu-dozy
    wocie/jhyrq25

    Więc się okazuje, że u niektórych to subiektywne odczucie bezpieczeństwa
    bardziej zależy od koloru skóry, czy od ilości kilometrów miejsca
    urodzenia sprawcy.

    Sprawcy powinni być traktowani tak samo. Skoro jednych chcą wypierdalać
    za granicę, to dlaczego nie innych? Widzę w tym brak konsekwencji, albo
    np. zakamuflowany rasizm owinięty niby to troską o bezpieczeństwo.
    Dlaczego powinienem utrzymywać w pierdlu przez wiele lat, za moje
    podatki, białego gwałciciela, a beżowego to już nie?
    Bo to "mój" gwałciciel, a beżowy nie? W dupie mam jego kolor skóry,
    język którym się porozumiewa, czy do którego kościoła chodzi. Gwałciciel
    to gwałciciel.
    Skoro społeczeństwo chce się umówić, że za granicę wypierdlalać
    gwałcicieli, to konsekwentnie, wypierdalać gwałcicieli, a nie beżowych
    wypierdalać, a białych nie wypierdalać.

    Argument, że "naszych" nie możemy, bo nie ma gdzie wypierdolić też mnie
    nie przekonuje, bo wielu "niebiałych" też nie wiemy gdzie wypierdalać.
    Owszem, można odstawić na granicę (czy tam na granicę UE) i kopa w dupę
    niech sobie radzi, ale przecież to samo możemy zrobić z białym
    przestępcą. To dlaczego z beżowym tak, a z białym nie?
    Znowu, w takich postulatach po prostu jest ewidentny brak konsekwencji
    wynikający z uprzedzeń, np do koloru skóry, a nie rzeczywista troska o
    bezpieczeństwo, czy ponoszone koszty.

    > Dlaczego ich kraj ma inwestować w Murzyna, jak po dawnych pegieerach i
    > innych miejscach zapomnianych przez liberałów, jest kupa biedy, gdzie
    > nie kształci się dzieci bo muszą pomagać rodzicom wiązać koniec z
    > końcem?

    Dokładnie z tych samych powodów. Inwestycja.
    Zmniejszenie przestępczości, zmniejszenie biedy, potrzeba
    wykwalifikowanych pracowników. Inwestycja.
    Nie inwestować, bo czarny? Bo ma szerszy nos, albo mniej czerwony, niż
    ustawa przewiduje?
    Bo przyjechał z równie zapomnianego miejsca, tyle, że znajdującego się
    kilka kilometrów dalej?
    Czasem samolotem jest "bliżej", niż PKSem z zapomnianego pegeeru.
    Dlaczego powinienem płacić za studia dzieci biedaka z pegeeru, a za
    studia dzieci biedaka skądś tam już nie? Bo czarny?
    Mam czuć jakiś większy związek z Januszem z pegeeru? Bo co?

    No to konsekwentnie - albo się umawiamy jako społeczeństwo, że płacimy
    za studia dzieci biedaków, albo się umawiamy, że nie płacimy za studia
    biedaków.
    Wszystkich biedaków. A nie czarnych biedaków, albo białych biedaków - bo
    to jest rasizm w postaci czystej.

    > Takie osoby są wszędzie, jest ich dużo, w dodatku nie jest też
    > tak, że nie mają w niektórych punktach racji. Czy nam się to podoba czy
    > nie. One będą później głosowac na konfę, pis i inne afd, czyniąc nasze
    > dyskusje zupełnie bezprzedmiotowymi.

    Pełna zgoda.
    Ale to nie znaczy, że nic nie należy robić i się z tym pogodzić.
    Wiadomo, że zmiana mentalności nie nastąpi z dnia na dzień.
    Pewne jest, że się nie zmieni jak się z tym nic robić nie będzie, albo
    wręcz będzie się to systemowo, ze wsparciem państwa, utrwalać.

    > Tak wygląda z grubsza krajobraz po wcześniejszych doświadczeniach
    > migracyjnych EU.

    Błędy są znane. Nie ma woli żeby wyciągnąć wnioski.
    Znaczy są wnioski, ale spora część społeczeństwa (społeczeństw, bo nie
    tylko o Polskę mi chodzi) nie chce przyjąć ich do wiadomości.
    Bo to zbyt skomplikowane i wymaga poniesienia kosztów (w moim
    rozumieniu: inwestycji). A ludzie oczekują prostych odpowiedzi na
    skomplikowane pytania. I nie chcą ponosić kosztów.
    To znaczy chcą, ale tylko na białych i tylko kilka kilometrów od nich.
    Dlaczego akurat tyle kilometrów? I dlaczego akurat tylko białych?

    Dużo prościej powiedzieć: zbudujmy mury z wieżyczkami, to rozwiąże
    wszystkie problemy. Niczego nie rozwiąże.

    > Oczywiste pytanie co można w takiej sytuacji zrobić.

    To, co się w obecnych realiach da zrobić.
    Zacząć, systemowo, niwelować gigantyczne różnice ekonomiczne do
    rozsądnego poziomu. Akceptowalnego. Poniżej napięcia żyłki, która w
    każdej chwili może pęknąć.

    > Opcja zero, którą proponuje Szrek, nic nie robić. Zlać ich, nie
    > pomagać. Nie wpuszczać. Nic nie jesteśmy im dłużni.

    No właśnie. Zamykamy oczy i udajemy, że nie widzimy.
    A przez mury, to już w ogóle niczego nie widać, więc nawet nie trzeba
    udawać, że nie widzimy i udawać, że problem nie istnieje.

    > Ja uważam, że się im pomóc da, ale trzeba wziąć pod uwagę uwarunkowania
    > kulturowo ekonomiczne, te wymienione wyżej, plus dodatkowe. Krytyka tego
    > co w tej dyskusji przedsawiłem, rozbija się w gruncie rzeczy o dwie
    > sprawy: (1) co każdy z nas uważa za godne warunki; (2) jakie są potrzeby
    > i priorytety migrantów ekonomicznych.

    Godne warunki i potrzeby, to rzecz subiektywna. Tak jak poczucie biedy.
    Problemem jest gigantyczna różnica ekonomiczna - a ta jest obiektywna.
    I to z niej wynika subiektywne odczucie biedy, co rodzi poczucie
    niesprawiedliwości i prowadzi do konfliktów.
    Dopóki ta różnica jest w akceptowalnych granicach, to mniej więcej jakoś
    się kręci.
    Co do uwarunkowań kulturowych - pełna zgoda.
    Trzeba postawić jasne granice (że ciapatych i gejów w tramwajach się nie
    opluwa, że żona to nie przedmiot itd.).
    Skoro mamy tzw. zdobycze cywilizacyjne i u nas żon nie wolno bić, to
    wszystkich żon. Skoro nie wolno wydawać nieletnich dziewczynek za mąż i
    nie wolno ich sprzedawać na targu, to nie ma zmiłuj - państwo ma to
    bezwzględnie egzekwować, a nie robić wyjątki dla cyganów "bo mają taką
    kulturę".
    Dokładnie tak samo, jak zdajemy sobie sprawę, że nie ma już powrotu do
    niewolnictwa. Obecnie już nikt normalny nie protestuje nie postuluje
    powrotu do niewolnictwa.
    I to musi działać w dwie strony.
    Skoro jest religia w szkołach (co jest w/g mnie absolutnie
    nieakceptowalne) - to wszystkie religie, a nie jedna wybrana ta
    najprawdziwsza, najmojsza.

    Przykłady można mnożyć, ale kluczem jest równe traktowanie. Równe zasady
    dla wszystkich. W przeciwnym przypadku jest to źródło subiektywnego
    poczucia niesprawiedliwości.
    (Równe, to nie znaczy, że mam namyśli wszystkim po równo, bo często
    ludzie to mylą.)

    > Czy mieszkanie w hotelu robotniczym, gdy ma to na celu maksymalizacje
    > oszczędności (wynagrodzenia, które się zabierze do siebie), jest w
    > jakikolwiek sposób uwłaczające?

    To skomplikowane.
    Może być.
    Pytanie jest inne: czy to maksymalizuje oszczędności pracownika, czy
    pracodawcy?

    > Na studiach mieszkałem w trzyosobowym
    > pokoju, odrapane ściany, zajechane meble, kible i prysznice na
    > kilkanaście pokojów. Czy to były warunki uwłaczające?

    Hmmm... raczej tak.
    Czy w związku z tym, inni też powinni przez to przechodzić?

    > Mogłem mieszkać na mieście wynajmując pokój i płacąc za niego 2-3x więcej.

    Mogłeś, ale tego nie zrobiłeś.
    To jest chyba ta różnica.
    Bo mi się coś mocno wydaje, że ci ludzie z tych waszych (Singapurskich)
    "hoteli robotniczych" mieszkają w tych "hotelach robotniczych" nie
    dlatego, że nie chcą mieszkać w normalnych warunkach.
    Raczej nie maksymalizują swoich oszczędności, lecz zyski pracodawcy.
    Zyski wynikające z gównianych wynagrodzeń, które nie pozwalają na życie
    w normalnych warunkach.
    Bo to z definicji jest _tania_ siła robocza, a nie pracownicy.

    > Jasne, że mogłem.

    No właśnie.

    > Nasi migranci też mogą miec taką opcję. Nic nie stoi na
    > przeszkodzie.

    Chyba jednak stoi. Bo jednak tak mieszkają, a nie inaczej.
    Wszyscy maksymalizują swoje oszczędności?
    Ile procent z tej _taniej_ siły roboczej wybiera (skoro nic nie stoi na
    przeszkodzie, to mówimy o wyborze) życie w normalnych warunkach i
    dlaczego tak mało?

    > Ale raczej trudno oczekiwać, że ich priorytetem nie będzie
    > maksymalizacja oszczędności.

    Albo to wynika ze stania pod ścianą, a nie z wyboru.

    > Więc ten element systemu, który uważacie ze
    > Szrekiem za nieakceptowalny, jest czymś oczekiwanym przez tych ludzi.

    Wątpię. To są tacy sami ludzie jak Ty, czy ja.
    Podobało Ci się mieszkanie w trzyosobowym pokoju, w odrapanych ścianach,
    z zajechanymi meblami i z kiblami i prysznicami na kilkanaście pokojów?

    A im się ma podobać, bo wcześniej mieszkali w szałasie na pustyni?
    Łaskawy biały pan chlebodawca dał im lepsze warunki w kontenerze na
    kilkanaście osób, więc powinni być wdzięczni i nie pyskować?
    Na tym ten plan polega?

    > To ma im pomóc w maksymalizacji oszczędności.

    Nie. To ma pomóc w maksymalizacji zysku pracodawcy.
    Pracodawca ma w dupie ich oszczędności. Właśnie dlatego oni muszą
    mieszkać w kontenerach po kilkanaście osób, a pracodawca kupuje
    kolejnego bentleja i drugą prywatną wyspę.

    Oczywiście przejaskrawiam, ale chyba rozumiesz o co mi chodzi.

    > Co więcej, z ich perspektywy,
    > będzie to zapewne wręcz wypas.

    Ale co to znowu za dziwny argument?
    Jeżeli ktoś do tej pory wspinał się boso na palmę, to z jego perspektywy
    kask na budowie, to pełen wypas.
    Jeśli ktoś gdzieś tam wcześniej gwoździe zębami wyciągał, to młotek z
    opcją wyciągania gwoździ będzie dla niego pełnym wypasem.

    Ale z perspektywy człowieka cywilizowanego, a chyba takimi się chcemy
    nazywać, taki kask to absolutne minimum.
    Czy z tego wynika, że na budowach biali powinni na rusztowaniach mieć
    zabezpieczenia, a czarni nie, bo przecież wcześniej na palmy wchodzili
    bez zabezpieczeń? A jak dostaną takie zabezpieczenie, to powinni
    dziękować pracodawcy za okazaną łaskę?
    Czy może to jest - w państwach cywilizowanych - psi obowiązek pracodawcy
    zapewnić zabezpieczenia i narzędzia pracy?
    A skoro tak, to nie powinno mieć znaczenia, czy ktoś wcześniej boso na
    palmy wchodził.
    Tak samo nie powinno mieć znaczenia, czy ktoś mieszkał wcześniej w
    szałasie, czy nie.

    Czy jeżeli ktoś wcześniej mieszkał w wilii z basenem, to powinien dostać
    większe wynagrodzenie? Nie?
    To skąd pomysł, że jak ktoś wcześniej mieszkał w szałasie, to teraz
    można mu gówno płacić (za tę samą pracę) i niech się cieszy, że może
    mieszkać w kontenerze?

    Kompletnie nie rozumiem tego argumentu.

    > Jakiś czas po studiach udało mi się dostać stypendium na tzw. zachodzie.
    > Nawet się o to specjalnie o nie starałem, wybitny też nigdy nie byłem,
    > ale wykonałem ruch i wystapiłem o nie, musiałem też znależc pracodawce,
    > który zgodziłby się mnie zatrudnić. Wykonałem minimalny wysiłek,
    > wystąpiłem i znalazłem. Było to stypendium rządowe, rządu
    > holenderskiego. Było ono w wysokości chyba z 1/3-1/4 średniego
    > wynagrodzenia (1200 guldenów). Zapewniono mi jednoosobowy pokój bez
    > węzła sanitarnego, na terenie kampusu, za który to pokój płaciłem prawie
    > 70% tego wynagrodzenia. Jedyne za co bezpośrednio nie płaciłem to
    > ubezpieczenie medyczne. Alternatywą do tego pokoju było samodzielne
    > znalezienie miszkania / pokoju na mieście. Do tego czasu pewnie
    > musiałbym być w jakimś hotelu (na własny koszt). Za mieszanie płaciłbym
    > jakieś 40% wynagrodzenia. Pokój pewnie byłby w mieszkaniu dzielonym z
    > 3-4 innymi, przypadkowymi osobami. Czy to były niegodne, uwłaczające
    > warunki? Zostawało mi na rękę jakieś 450 guldenów. 10 guldenów na żarcie
    > dziennie to jest dno, ale tak leciałem przez pół roku, a pewnie mógłbym
    > dłużej, ale się nie dało. Zostaje 150, a jeszcze chce się pójść z
    > kolegami na piwo, czy gdzieś pojechać, pozwiedzać. W każdym razie,
    > pierwszym wydatkiem było kupno starego roweru za 30 guldenów. Jeżdzenie
    > nim jakoś mi nie uwłaczało, lokalnym, holenderskim studentom na
    > podobnych również, ale najwyraźniej Bangladeszi w Singapurze już
    > uwałacza. No ale do czego zmierzam, te pół roku dziadowania pozwiliło mi
    > pokazać jakim jestem pracownikiem i dostać później normalny kontrakt,
    > pracę na zasadach jak dla lokalsów, Holdendrów i innych zachodnich.

    Oczywiście. Rozumiem.
    Możemy się przerzucać jakimiś jednostkowymi przykładami, że ktoś miał
    mniej, czy bardziej pod górkę. A ktoś miał mniej, czy bardziej z górki.
    Że ktoś się urodził w bogatej rodzinie i stać go na rower za 5000
    guldenów, a ktoś w biedniejszej i musi przez pół roku dziadować.

    Ale chyba nie o tym dyskutujemy.

    > Czy lepiej by się stało gdybym, usłyszawszy ile mi będa płacić, się w to
    > wszystko nie pakował i był o rządzie holendrskim jak najgorszego zdania?

    Nie jestem pewien, czy perspektywa by Ci się nie zmieniła, gdybyś musiał
    codziennie po kilka kilometrów chodzić do studni po wodę i byłbyś
    zmuszony szukać lepszego miejsca do życia. Jedziesz do pracy do bogatego
    kraju, ciężko pracujesz, zwykle ciężej niż przeciętny mieszkaniec tego
    kraju, mieszkasz w kontenerze z kilkunastoma takimi jak Ty, a twój szef
    wychylając głowę z bentleja mówi ci, że masz się cieszyć i być
    wdzięczny, bo masz kran z wodą na placu budowy.
    No i się cieszysz. Że nie musisz chodzić kilka kilometrów w upale po
    wodę. Przez pierwsze pół roku.
    A potem zaczynasz rozumieć, że chyba jednak ktoś cię w chuja robi.

    Z perspektywy przeciętnego rodowitego mieszkańca bogatego kraju, to
    faktycznie - masz lepiej. Więc o co ci chodzi? Jest zdziwiony dlaczego
    się buntujesz, dlaczego się nie integrujesz... A jak ci się nie podoba,
    to wypierdalaj... na twoje miejsce czeka kolejka chętnych, bo
    potrzebujemy _taniej_ siły roboczej.

    Więc ja się pytam, czy taki zdziwiony rodowity mieszkaniec bogatego
    kraju faktycznie jest człowiekiem cywilizowanym podkreślającym na każdym
    kroku swoją wyższość moralną nad leniwymi i niecywilizowanymi
    imigrantami, czy tylko z premedytacją udaje?
    A jeśli nie z premedytacją, to z braku wyobraźni i z przespania lekcji
    historii.

    > Według tego co napisałeś zdecydowanie tak. Według moich potrzeb i
    > zdrowych podstaw funkcjonowania rynku pracy, zdeycdowanie nie. Byłem
    > wdzięczny za możliwości, które taka praca stworzyła.

    Jasne.
    Problem w tym, że taka praca za gówniane pieniądze z mieszkaniem w
    kontenerach po kilkanaście osób raczej takich możliwości nie stwarza. A
    wręcz przeciwnie. To z definicji ma być _tania_ siła robocza. Stwarzanie
    możliwości, to koszt na jaki bogate społeczeństwa - jak widać - nie chcą
    się zgodzić.
    Więc za co ma być ta wdzięczność?

    > Nie można również oczekiwać, że jakikolwiek pracodawca zatrudni na lokalnych,
    rynkowych
    > zasadach osobę z innego kraju, innego kręgu kulturowego mając wciąż do
    > dyspozycji obywateli i rezydentów tego kraju.

    Dlaczego nie można oczekiwać, skoro można oczekiwać, że tak powinno być
    w przypadku pracowników obywateli? Przecież podatki będą płacili taki samo.
    Dlaczego jedni pracownicy powinni mieć inne warunki zatrudnienia, niż
    inni pracownicy wykonujące tę samą pracę? Bo są beżowi?

    Uważam, że jeśli ma się cokolwiek zmienić na lepsze, to wręcz właśnie
    należy to wymuszać. Równe warunki. Ta sama praca - to samo
    wynagrodzenie, a nie uzależnione od koloru skóry, czy od tego, że ktoś
    mieszkał wcześniej w szałasie, więc takiemu można gówno płacić.

    > Tak to nie działa. Nigdzie.

    No właśnie.
    Jest opór przed połączeniem kropek i zdziwienie, że nastroje na świecie
    _znowu_ zaczynają podchodzić pod temperaturę wrzenia.
    Zarówno wśród imigrantów, jak i lokalsów.

    > Zatrudni ich, ale za mniej.

    Tak właśnie jest.
    Bo może.

    > Jedynym wyjątkiem są miejsca pracy
    > wymagające wysokich kwalifikacji, gdzie te kwalifikacje też muszą być
    > udokumentowane i na poziomie akademickim i historią wcześniejszych
    > zatrudnień. Ale migranci to nie są takie osoby. One będą startowały w EU
    > z poziomu "zero", a raczej -5 czytając choćby jakie o nich zdanie mają
    > inni dyskutanci.

    Większość dyskutantów ma zdanie wyczytane na tłiterze, być może raz w
    życiu widzieli cygana z okna autobusu, ale już wszystko o cyganach wiedzą.

    Imigracja to fakt. Potrzeba taniej siły roboczej to fakt.
    Albo to jakoś pogodzimy, albo będziemy budować mury z wieżyczkami na
    granicach i wszystkie tzw. zdobycze cywilizacji (prawa człowieka itp.)
    zawiesimy na kołku i będziemy udawać, że nigdy ich nie mieliśmy.

    > No dobrze, ale jest to po prostu lepsza lub gorsza propozycja. Czy jest
    > jakaś inna, lepsza, którą mozna by zaproponowac w zamian. Co byś sam
    > zaproponował?

    W dużej ogólności nadmieniłem w tym, co pisałem wyżej.
    W skrócie, zmiana sposobu myślenia poprzez edukację (religia w szkołach
    raczej w tym nie pomaga...).
    W pierwszej kolejności większa integracja podatkowa (unifikacja prawa
    pracy itp. - równe zasady), likwidacja rajów podatkowych... mogę tak długo.
    Ale to długi proces, bo wiele ludzi jeszcze jest przesiąkniętych
    XIXwiecznym nacjonalizmem i nawet nie dopuszczają myśli, że jak to tak,
    nie będzie nikogo kto na papierze narysuje państwową granicę? Przecież
    tak się nie da...

    I nie jestem nadmiernym optymistą, że faktycznie pójdziemy we właściwym
    kierunku. Przypuszczam, że jak to wszystko pierdolnie, to znowu ludzie
    będą się zastanawiać i odkrywać koło na nowo jak do tego doszło.
    Bo spali na lekcjach historii.
    Pisałem już o tym wielokrotnie, więc dalej mi się już nie chce.

    Teraz jeszcze do gry wchodzi, na razie powoli, ale wyraźnie, sztuczna
    inteligencja, więc chuj wie co będzie :)

    Pozdrawiam
    Piotr

Podziel się

Poleć ten post znajomemu poleć

Wydrukuj ten post drukuj


Następne wpisy z tego wątku

  • 31.05.25 20:10 Shrek
  • 01.06.25 11:11 Kviat
  • 01.06.25 12:12 io
  • 01.06.25 12:14 io
  • 01.06.25 12:17 io
  • 01.06.25 18:12 Shrek
  • 01.06.25 18:19 Shrek
  • 02.06.25 11:46 Kviat
  • 02.06.25 17:39 Shrek
  • 02.06.25 18:42 J.F
  • 02.06.25 19:10 Shrek
  • 02.06.25 19:36 J.F
  • 02.06.25 20:10 Shrek
  • 02.06.25 20:41 J.F
  • 02.06.25 21:25 Shrek

Najnowsze wątki z tej grupy


Najnowsze wątki

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1