eGospodarka.pl

eGospodarka.plPrawoGrupypl.soc.prawo › Polscy kierowcy są bardziej śmiercionośni niż rak szyjki macicy
Ilość wypowiedzi w tym wątku: 1

  • 1. Data: 2019-03-15 00:24:26
    Temat: Polscy kierowcy są bardziej śmiercionośni niż rak szyjki macicy
    Od: u2 <u...@o...pl>

    https://krytykapolityczna.pl/kraj/polscy-kierowcy-sa
    -bardziej-smiercionosni-niz-rak-szyjki-macicy/

    Im mniej aut w dużych miastach, tym lepiej dla poziomu życia. Na
    zachodzie kontynentu już o tym wiedzą. Dobrze by było, żeby prawdę tę
    poznali również mieszkańcy kraju znad Wisły.

    Wesprzyj nas
    Nie trzymaj za nas kciuków, dołóż się i miej pewność.
    Przekaż darowiznę



    Lobby samochodowe to w Polsce jedna z najsilniejszych grup interesu.
    Chyba tylko deweloperzy mogą się z nią równać. Lobby samochodowe ma na
    podorędziu znanych publicystów, media, dziesiątki tysięcy zaangażowanych
    internautów, a także miliony użytkowników samochodów, z których duża
    część to prawdziwi hard-userzy.

    Wszyscy oni są gotowi o każdej porze bronić jednego z podstawowych praw
    człowieka, jakim jest w ich mniemaniu swobodne używanie posiadanego na
    własność samochodu. Dzięki nieskrępowanemu rozwijaniu prędkości na
    drogach, często zupełnie się do tego nienadających, a także parkowaniu
    wszędzie, gdzie tylko im się zachce, realizują oni swoją wolność. Bo,
    jak wiadomo, człowiek bez samochodu nie jest w pełni wolny, a mężczyzna
    bez samochodu nie do końca jest w ogóle mężczyzną.

    czytaj także
    8 dowodów na wyższość rowerów nad samochodami
    Jaś Kapela

    Lobby samochodowe jest czujne i skutecznie torpeduje wiele zmian
    mających ucywilizować nieco polską przestrzeń publiczną, która momentami
    przypomina Hobbesowski stan natury. Co ciekawe, snuje ono także
    narrację, według której kierowcy są jedną z najbardziej prześladowanych
    grup społecznych. Narracja lobby samochodowego to prawdziwy majstersztyk.

    Tanie łamanie przepisów

    Lobbyści jazdy autem zapewnili sobie m. in. jedne z najniższych kar za
    wykroczenia drogowe w Europie. Portal Speedingeurope.com porównuje
    liczone w euro kary za poszczególne wykroczenia drogowe w krajach
    naszego kontynentu. Przykładowo za przekroczenie prędkości w Polsce
    średni mandat wynosi 48 euro, natomiast w Europie 191 euro. Wyprzedzanie
    w miejscu niedozwolonym nad Wisłą kończy się mandatem wynoszącym średnio
    60 euro (oczywiście pod warunkiem, że delikwent zostanie złapany), a
    przeciętnie w Europie 156 euro. Za przejazd na czerwonym świetle polski
    mistrz szos zapłaci 75 euro, a jego analogiczny kolega (lub koleżanka) z
    Europy 183 euro.

    Kod kapitalizmu
    Marcin Napiórkowski
    Kod kapitalizmu
    39,90

    Generalnie mandaty w Polsce są na poziomie nieco ponad jednej trzeciej
    tego, co muszą płacić statystyczni sprawcy wykroczeń na naszym
    kontynencie. Jeśli nałożyć na to parytet siły nabywczej, wysokość
    mandatów wzrasta do 55 proc. średniej europejskiej. Czyli, biorąc pod
    uwagę różnice kursowe walut, polskie mandaty są niemal o połowę niższe
    niż przeciętne mandaty w Europie.

    Wysokość mandatów niespecjalnie więc odstrasza polskich kierowców od
    łamania przepisów, szczególnie kierowców bardziej majętnych,
    dysponujących lepszymi samochodami, którymi łamać przepisy jest dużo
    łatwiej i zapewne przyjemniej. Żeby odstraszać milionerów za kółkiem,
    państwa wprowadzają dodatkowo system kar punktowych, po których
    przekroczeniu odbierane jest prawo jazdy. Ale i on wzbudza nad Wisłą co
    najwyżej uśmiech politowania.

    Limit w Polsce to 24 punkty karne (w pierwszym roku posiadania prawa
    jazdy 20), które co roku się kasują. W Niemczech obowiązuje 17-punktowy
    system karny, punkty kasują się dopiero po dwóch latach, a za
    szczególnie duże wykroczenia nawet po 5 latach. Jeszcze ostrzej jest w
    Wielkiej Brytanii, gdzie funkcjonuje system 12-punktowy (przez pierwsze
    dwa lata posiadania ,,prawka" zaledwie 6-punktowy), a punkty kasowane są
    po trzech latach. Jak widać, w Polsce można szaleć do woli i co roku
    zgarniać 20 punktów bez większych konsekwencji, choć za Odrą już by się
    za to straciło uprawnienia.

    Śmierć na czterech kółkach

    Można by przymknąć oko na te wyjątkowo łaskawe dla kierowców prawo,
    gdyby nasi rodzimi kierowcy byli na drodze grzeczni i kulturalni. Gdyby
    nie sprawiali kłopotów innym użytkownikom drogi i zdawali sobie sprawę,
    że rozpędzonym pojazdem można zrobić komuś krzywdę, więc nie warto
    szaleć. Problem w tym, że jest inaczej, i polscy kierowcy co roku
    zbierają śmiertelne żniwo.

    czytaj także
    Grunt-Mejer: Polska piekłem pieszych
    Jacek Grunt-Mejer

    Wskaźnik śmiertelności (liczba zgonów na 100 tys. mieszkańców) w
    wypadkach drogowych wynosi w Polsce 9,5, jest niemal dwa razy wyższy niż
    średnia unijna. W Szwecji na drogach proporcjonalnie ginie trzy razy
    mniej osób, a w Wielkiej Brytanii prawie cztery. Polscy kierowcy w swej
    masie to prawdziwa maszyna do zabijania. Są bardziej śmiercionośni niż
    rak szyjki macicy (wskaźnik śmiertelności - 8,0).

    A przecież samochody zabijają lub ranią nie tylko bezpośrednio, ale też
    po cichu, zatruwając powietrze, którym oddychamy. W Polsce 24 procent
    mieszkańców obszarów miejskich jest narażonych na zanieczyszczenie
    powietrza - to dokładnie najgorszy wynik w UE (średnia unijna - 14
    proc.). Oczywiście za smog nie odpowiadają jedynie samochody, ale akurat
    w dużych miastach są one głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza - i
    to nie tylko spaliny, ale też ścierane opony oraz pył uliczny wznoszony
    przez przejeżdżające pojazdy.

    czytaj także
    Trammer: Nadciąga pseudolino
    Karol Trammer

    Według NIK ruch samochodowy odpowiada za jedną trzecią zanieczyszczenia
    powietrza w całej Polsce - chodzi o rakotwórczy tlenek azotu. Samochody
    w Polsce są nie tylko stare, ale też często zwyczajnie zdezelowane.
    Tymczasem stacje przeglądów technicznych pojazdów kwestie emisji spalin
    do tej pory traktowały jak jakąś ciekawostkę. Jeżdżę samochodem od 15
    lat i dopiero w tym roku po raz pierwszy sprawdzono mi podczas przeglądu
    emisję spalin.

    Według badań aż 57 proc. samochodów wyprodukowanych przed 2004 rokiem
    nie spełnia norm emisji zanieczyszczeń. A trzeba pamiętać, że średni
    wiek samochodu w Polsce to 13 lat, więc po naszych drogach jeździ
    mnóstwo pojazdów sprzed 2004 roku. Z tych wyprodukowanych po 2004 roku
    norm nie spełnia ,,jedynie" 19 procent. Polscy kierowcy solidnie
    przykładają się więc do śmiertelnych chorób, takich jak rak płuc.
    Wskaźnik śmiertelności na raka płuc wynosi w Polsce 70 zgonów na 100
    tys. mieszkańców i jest drugim w UE, za węgierskim (średnia unijna to 54,0).

    czytaj także
    pekaes-autosan
    Czy PKS-y przetrwają rządy PiS-u?
    Jaś Kapela

    Oczywiście fakt, że jeździmy jednymi z najstarszych samochodów w
    Europie, nie wynika ze złej woli - nikt jeździ gratem dla przyjemności.
    Wraz ze wzrostem zamożności Polaków będzie spadać liczba samochodów
    nienadających się do eksploatacji - zresztą średni wiek pojazdów w
    Polsce obniża się, co widać na ulicach. Poza tym mniej zamożni na
    prowincji często nie mają wyboru, gdyż fatalna komunikacja publiczna nie
    jest dla nich alternatywą - mają wybór, kupić stary i tani samochód, lub
    nie mieć jak dojechać do pracy czy podwieźć dziecko do szkoły.

    Jednak przepełnienia samochodami dużych miast w Polsce trudno tłumaczyć
    słabością komunikacji publicznej, bo zakorkowane są także te, w których
    zbiorkom działa przyzwoicie, czego przykładem chociażby Warszawa czy Kraków.

    czytaj także
    Śmiejesz się z Sosnowca, nie byłeś w Zawierciu [rozmowa z Magdaleną Okraską]
    Anna Cieplak

    Buspas widmo

    Polskie miasta należą do najbardziej zakorkowanych w Europie. Według
    TomTom Traffic Index w pierwszej dwudziestce są cztery polskie miasta:
    Łódź na 1. miejscu, Lublin na 12., Kraków na 17. i Warszawa na 19.
    Tymczasem każde ograniczenie jazdy w centrach dużych miast, w których
    nie ma takiego problemu z komunikacją publiczną jak na prowincji,
    spotyka się gremialnym oburzeniem lobby samochodowego. Opłaty za
    parkowanie w centrum są śmiesznie niskie, a strefy z wyłączonym ruchem
    samochodowym w poszczególnych miastach można policzyć na palcach obu rąk.

    W ścisłym centrum Katowic z ruchu wyłączono dosłownie dwie większe ulice
    (Mariacka i 3 Maja) i kilka mniejszych. We wrześniu w Katowicach
    testowano buspas na ulicy Mikołowskiej, jednej z bardziej zakorkowanych
    w mieście - niestety pomysł, delikatnie mówiąc, się nie przyjął.
    Kierowcy samochodów gremialnie z niego korzystali, a w konsultacjach
    społecznych 80 proc. pytanych było przeciw. Generalnie z największym
    poklaskiem spotykają się pomysły budowy nowych parkingów w centrum lub
    nowych dróg i węzłów drogowych.

    Ekologia. Przewodnik Krytyki Politycznej
    Opracowanie Zbiorowe
    Ekologia. Przewodnik Krytyki Politycznej
    34,90 zł

    Od ubiegłego roku, na mocy ustawy o elektromobilności, miasta mają
    możliwość wprowadzania stref czystego transportu. W takiej strefie
    samochody z silnikami spalinowymi musiałyby płacić za wjazd - i mogą to
    być zdecydowanie wyższe kwoty niż obecne opłaty za parkowanie. To bardzo
    dobre rozwiązanie, problem w tym, że na razie polskie miasta się do
    niego nie palą - niewielką strefę wprowadził do tej pory jedynie Kraków
    na Kazimierzu. I to również testowo, na pół roku.

    Mimo wszystko dzięki ustawie o elektromobilności aktywiści miejscy
    zdobyli możliwość nacisku na władze miejskie, by te wprowadzały na swoim
    terenie strefy czystego transportu. Prawda jest jednak taka, że Polska
    jest na samym początku drogi cywilizowania ruchu w miastach i generalnie
    transportu pasażerskiego.

    Przy tak wysokiej śmiertelności na polskich drogach w pierwszej
    kolejności należałoby podnieść kary za wykroczenia. Najlepiej, żeby były
    one proporcjonalne do dochodu, a nie sztywne. Przykładowo kierowca
    otrzymywałby mandat w wysokości 5 proc. miesięcznych zarobków - podobnie
    jest m.in. w Finlandii. Dzięki temu zamożni kierowcy również dostaliby
    po kieszeni.

    Warto przy tym obniżyć maksymalną granicę punktów karnych do 18 - to i
    tak byłoby więcej niż w Niemczech i zdecydowanie więcej niż w Wielkiej
    Brytanii. W Sejmie już dwukrotnie pojawiał się pomysł, by piesi mieli
    pierwszeństwo już w momencie zbliżania się do pasów, a nie dopiero na
    nich. Raz nawet był głosowany w Senacie, ale lobby kierowców tradycyjnie
    ukręciło mu łeb. Tymczasem to bardzo dobry pomysł, który usprawniłby
    poruszanie się pieszo po mieście.

    czytaj także
    patryk-bialas
    Marzenia się spełniają. Władza i wpływ polityczny aktywistów miejskich
    Patryk Białas

    Zdecydowane podniesienie limitu opłat za parkowanie (np. do 1 proc.
    płacy minimalnej - obecnie jest to 0,45 proc. w śródmieściach i 0,15
    proc. w pozostałych SPP), przy jednoczesnym wprowadzeniu względnie
    wysokiej opłaty minimalnej, by uniemożliwić niektórym włodarzom
    dopieszczanie lobby samochodowego, ograniczyłoby ruch w centrach miast i
    skłoniło więcej osób do korzystania z komunikacji publicznej.

    Im mniej aut w dużych miastach, tym lepiej dla poziomu życia. Na
    zachodzie kontynentu już o tym wiedzą. Dobrze by było, żeby prawdę tę
    poznali również mieszkańcy kraju znad Wisły.

    Bio
    Piotr Wójcik

    Piotr Wójcik | Publicysta ekonomiczny
    Publicysta ekonomiczny. Komentator i współpracownik Krytyki Politycznej.
    Stale współpracuje z ,,Nowym Obywatelem", ,,Przewodnikiem Katolickim" i
    REO.pl. Publikuje lub publikował m. in. w ,,Tygodniku Powszechnym",
    magazynie ,,Dziennika Gazety Prawnej", dziale opinii Gazety.pl i ,,Gazecie
    Polskiej Codziennie".


    --
    George Orwell :

    "If liberty means anything at all, it means the right to tell people
    what they do not want to hear"

strony : [ 1 ]



Szukaj w grupach

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1